wtorek, 27 kwietnia 2010

Yes, i do dance around my room in my underwear!

Pójdziemy ze sobą powoli obok
Do końca wszystkiego żeby zacząć na nowo
Bez słowa i snu w zachwycie nocą
A bliskość rozproszy nasz strach przed ciemnością
I czując Cię obok opowiem o wszystkim
Jak często się boje i czuje się nikim 


--------
umieram, oficjalnie.
aczkolwiek jednocześnie przepełnia mnie uczucie błogiej radości, bo to niesamowite jak kilka uśmiechów i spojrzeń może sprawić, że mimo że pada, jest zimko i źle, to wraca chęć do życia.
bywają ludzie wspaniali, tacy o, po prostu.
cieszę się bardzo, najbardziej rano jak się uśmiecha na 'dzień dobry'.

byłam dziś zła, zmęczona, sfrustrowana i nawet trochę zazdrosna. a później, później bardzo chciałam się przytulić. can i?

piątek, 23 kwietnia 2010

What you would do If you were the one who was spending the night, oh, I wish that I was looking into your eyes

kiedy się dużo płacze to oczy zmieniają kolor.
dziewczynka-cud. lat 3. nazywana przez ulubioną ciocię - ideałem, grecką rzeźbą. odkąd pamiętam, szeroko wychwalana, otoczona stadem ludzi. wiecznie nieszczęśliwa - tak mówili o niej rodzice. właściwie to często płakała, bo często spadała z roweru, potykała się skacząc przez skakankę i tańcząc na dziedzińcu przed pałacem. ale lubiła płakać, bo wtedy przychodziła babcia. nie mówiła jej, że jest cudowna, idealna, perfekcyjna w każdym calu. po prostu była. pamiętam szarą sukienkę, i jeszcze taką w kwiatki.
urosła.
sukienki przestały pasować, nadal traktowana jak dziecko cud, chodź w to nie wierzyła, chciała by inni wierzyli.Grecka rzeźba, smukła, wysoka, tzw. boska proporcja. i co z tego? to tylko słowa, liczby.. nadczłowiek, wyjątkowa, śliczna. nie.
częste zmiany środowiska utwierdziły ją w przekonaniu, że nie jest normalna. że ma dziwne potrzeby. że wszystko czego jej trzeba to porządne głośniki, jakaś muzyka.
a kiedy już zaczęła marzyć o chłopcach, narysowała swój ideał. miał krótkie włosy, białą koszulkę, czarne dżinsy i trampki wymienne na glany. nosił nieśmiertelnik i generalnie z charakteru był nieśmiały, ale chciał walczyć o wyższe cele. nie był ani taki jak Sid, ani jak młody Eddie, Chris Cornell czy Slash. tylko, że generalnie istniał na papierze.
nie lubiła siebie. za wszystko, za to kim się stała, bo faktycznie nie była sobą. sobą zaczęła być gdy opuściła mury najbardziej chorej placówki szkolnej o jakiej słyszała, gdy wypuściła się na truskawkowe pola. hasanie jest fajne.
100 tysięcy jednakowych miast. swoją drogą był taki okres, że przestałam w Ciebie wierzyć.

--- baj de łej---
irytuje mnie brak jakiegokolwiek poczucia godności, to że w sztuce szeroko uznanej za ambitną nie potrafi się tej ambicji dostrzec, to że wszystko łączy się z seksem i to że każda najmniejsza nawet próba wykazania swoich umiejętności kończy się wykpieniem przez tzw. środowisko. nienadajesie. nie nadaję się. i bardzo chcę przyszły tydzień.

czwartek, 15 kwietnia 2010

I niech noc przykryje nas jak końca świata świat w obawie przed świtaniem ...

jestem tylko człowiekiem.
przestraszyłam się, bardzo, przestałam oddychać na kilka sekund, które ciągnęły się co najmniej w nieskończoność, by po chwili znów uwierzyć, że Niebieskie Oczy są w stanie uspokoić jednym spojrzeniem.wiesz jak to jest kiedy nagle do mózgu trafia nagle lodowate powietrze, jest cudownie orzeźwiające. zabija szare komórki, przestajesz myśleć, skupiasz się na jednym. wiesz? znika wszystko. to jest fenomenalne, jest odurzające.

'ktos zabiera cie kolejny raz gdy juz czuje, ze moge cie miec'

poniedziałek, 12 kwietnia 2010

i am the storm and i am the wonder and the flashlights, nigthmares and sudden explosions

i znów spędzam bezsenne noce na parapecie. znów, to kociątko wyleguje się w moim łóżku zamiast mnie. tylko już nie trzęsę się z zimna a ze strachu. coś jest nie tak. wiem. ostatnio właściwie nie myślę o sobie nawet patrząc w lustro. ciemne spodnie, ciemna koszulka, właściwie trzy. raz, dwa, trzy. jest ciepło, nie pada, nie wieje. tu nie. okno ma tę zaletę, że właściwie mimo, iż prawie jesteś tam, możesz spokojnie odgrodzić się od hałasu, krzyku, wrzasku. tego tam jest dużo. więcej niż w domu. chociaż w domu ostatnio też jest głośno, bardzo głośno. już nie jak dawniej za sprawą muzyki.

schudłam. znowu schudłam. i znowu mam koszmary.
siedzę grzecznie na parapecie. już nie zrywam się z łańcucha, nie uciekam, brejkanie ruli stało się po prostu mało ciekawe, a może to ja już jestem mało ciekawa. przecież jestem nikim. marzeniem sennym, utopią, wszechświatem, domem, kotem, cudem, światłem, słońcem, burzą.
nikim.

cindirella under the glassy umbrella. ah. kochana candy, musimy nauczyć cię żyć w świecie prawdziwym. swoją drogą bycie lalką też bywa fajne, tylko lalki generalnie nie oddychają.

piątek, 9 kwietnia 2010

morning keep the streets empty for me. whispering.

właściwie to dawno temu powinnam była opuścić Candy. właściwie powinnam była to zrobić gdy skończyła się era bohaterów, sportowców i suckerów. 2 lata to dużo czasu. właściwie to wszystkie fałszywe uczucia z których byłam taka, oh taka dumna przez tyle czasu straciły jakiekolwiek znaczenie, jeśli kiedykolwiek jakiekolwiek posiadały. właściwie znużona byłam bardzo wieczną bieganiną, stawaniem się ... właściwie kim?
chociaż tak, uwielbiałam siebie.
później przyszła zima, zima bez kota, żadnego kota. a później cios w twarz, i kolejna zima, tak po prostu bez wiosny, lata i jesieni.

a ostatnio? ostatnio jest wiosna, chyba pierwsza prawdziwa. przeplatana chudnięciem, jedzeniem, szkołą, aparatem i Nim. Nim przede wszystkim.


możesz zabrać mnie do domu. ja się składam.