poniedziałek, 12 kwietnia 2010

i am the storm and i am the wonder and the flashlights, nigthmares and sudden explosions

i znów spędzam bezsenne noce na parapecie. znów, to kociątko wyleguje się w moim łóżku zamiast mnie. tylko już nie trzęsę się z zimna a ze strachu. coś jest nie tak. wiem. ostatnio właściwie nie myślę o sobie nawet patrząc w lustro. ciemne spodnie, ciemna koszulka, właściwie trzy. raz, dwa, trzy. jest ciepło, nie pada, nie wieje. tu nie. okno ma tę zaletę, że właściwie mimo, iż prawie jesteś tam, możesz spokojnie odgrodzić się od hałasu, krzyku, wrzasku. tego tam jest dużo. więcej niż w domu. chociaż w domu ostatnio też jest głośno, bardzo głośno. już nie jak dawniej za sprawą muzyki.

schudłam. znowu schudłam. i znowu mam koszmary.
siedzę grzecznie na parapecie. już nie zrywam się z łańcucha, nie uciekam, brejkanie ruli stało się po prostu mało ciekawe, a może to ja już jestem mało ciekawa. przecież jestem nikim. marzeniem sennym, utopią, wszechświatem, domem, kotem, cudem, światłem, słońcem, burzą.
nikim.

cindirella under the glassy umbrella. ah. kochana candy, musimy nauczyć cię żyć w świecie prawdziwym. swoją drogą bycie lalką też bywa fajne, tylko lalki generalnie nie oddychają.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz