Just gonna stand there
And watch me burn
But that's alright
Because I like
The way it hurts
Just gonna stand there
And hear me cry
But that's alright
Jestem jak wampir, uwielbiam polowania. Kolejne właśnie się rozpoczęło. I to wcale nie tak, że mam wyrzuty sumienia, nie mam. Mam nadzieje, że płomienie faktycznie, tak jak chcesz, zniszczą cały Twój świat, który podobno kończy się z każdą minutą. To takie zabawne, bo stajesz się taka jaka nigdy nie chciałaś być, taka jak
Ja już nie umiem walczyć z pragnieniem i umieram gdy nie dostarczę sobie dawki adrenaliny. Wycinając sobie iksy na podbrzuszu udowadniam sobie ile mogę znieść. Przykro mi, że dowiaduje się ostatnia i jestem tak bardzo zazdrosna, zawsze będę, bo zawsze mi mało. Pierdol się. Ja zbuduję kolejną twierdzę, nie wal do drzwi, nie mogę spać. Zaszczepiłaś we mnie koszmary, możesz być z siebie dumna, już nigdy nie będę normalna. I zawsze będę rozdarta między Candy/Bohaterką/Heroiną a mną. Parafrazując samą siebie z przed kilku lat – cudeńko strojące przed lustrem miny w kabaretkach mini i glanach. Stojąc naprzeciwko nie powinno być widać między nami żadnych różnic. Tak samo jak wtedy, teraz czuję się tylko wtedy gdy w jego przestraszonych oczach widać pożądanie i wtedy gdy nadchodzi czas polowania. Nie usypiam zmysłów alkoholem, wszystko smakuje lepiej na trzeźwo. Pamiętaj, aby być pysznym umysł musi pozostać mroźny. Zabawna jest Twoja pogoń za wolnością, szczególnie, że wcześniej sama szczelnie zamykasz się w klatce. Czy umysł to też tłuszcz?
Wszyscy ćpamy, właśnie dzielę siebie na działki. Enjoy.
Znajdź mnie na jednej z miliona fotografii, kogo wolisz? Heroinę, Bohaterkę, Candy, Marzenie Suckera czy mnie?
na prawdę uwielbiam stawać się każdą z nich. ale jestem tylko sobą.
niedziela, 15 sierpnia 2010
piątek, 13 sierpnia 2010
let's get blazin'
wybucham płaczem co minutę. tick tock tick tock. już teraz. przerwa tick tock tick tock - ryk.
nie, nie jest ok. moje ciało nie czuje się komfortowo. moje ciało jest zakażone, i chyba chce umrzeć. zastanawiam się czy naprawdę tak bardzo nie chcę umierać razem z nim. zastanawiam się czy cudze ręce nadal są najlepszym lekarstwem, bo mogę z góry założyć, że gigantyczne tabletki które muszę łykać łagodzą tylko objawy zakażenia, i może fizycznie w końcu się z nim uporają, ale nie są w stanie sprawić żebym czuła się tak jakbym znów płonęła. jestem grzeczna, tulę kota, misia, poduszkę wszystko co w ręce mi wpadnie - mimo że jest łatwopalne. ludzi gorzej się pali, z nimi są problemy. jednak za każdym razem gdy czuje cudze ręce w okolicy wystających kości miednicy czuję, że mogłabym się palić, i wiem, że mogłabym płonąć całe życie gdy powoli ręce wędrują w górę, talia, sterczące żebra, szerokopojętybiust...
później jest tak dobrze, jakby nie mogło być lepiej, później któreś z nas mówi w końcu coś niemiłego, później przestajemy w siebie wierzyć i cała magia ucieka, później znów moczę łzami futro kota i tak bardzo przeklinam los za samotny sen. później przeklinam już tylko siebie. za wszystko.
nie, nie jest ok. moje ciało nie czuje się komfortowo. moje ciało jest zakażone, i chyba chce umrzeć. zastanawiam się czy naprawdę tak bardzo nie chcę umierać razem z nim. zastanawiam się czy cudze ręce nadal są najlepszym lekarstwem, bo mogę z góry założyć, że gigantyczne tabletki które muszę łykać łagodzą tylko objawy zakażenia, i może fizycznie w końcu się z nim uporają, ale nie są w stanie sprawić żebym czuła się tak jakbym znów płonęła. jestem grzeczna, tulę kota, misia, poduszkę wszystko co w ręce mi wpadnie - mimo że jest łatwopalne. ludzi gorzej się pali, z nimi są problemy. jednak za każdym razem gdy czuje cudze ręce w okolicy wystających kości miednicy czuję, że mogłabym się palić, i wiem, że mogłabym płonąć całe życie gdy powoli ręce wędrują w górę, talia, sterczące żebra, szerokopojętybiust...
później jest tak dobrze, jakby nie mogło być lepiej, później któreś z nas mówi w końcu coś niemiłego, później przestajemy w siebie wierzyć i cała magia ucieka, później znów moczę łzami futro kota i tak bardzo przeklinam los za samotny sen. później przeklinam już tylko siebie. za wszystko.
poniedziałek, 9 sierpnia 2010
Jak dorosnę, zostanę swetrem, albo znajdę inny sposób, aby Cię przytulić.
-bo to nie może być tak, że jednej stronie zależy a drugiej nie.
-nie?
-nie, bo ta strona, która się stara, w końcu podziękuje tej drugiej za przemiłą współprace, grzecznie zabierze wszystkie swoje zabawki, i wyjdzie z piaskownicy.
-tak bez 'do widzenia'?
-bez 'do widzenia', bez buzi, bez głaskania i tulenia.
-dlaczego?
-bo po co to robić, skoro ma wrażenie, że to właściwie wszystko jedno.
-ale...
-nie ma ale, albo staramy się oboje, tak samo, albo wszystko to jest gówno warte.
-wcale nie.
-wiem, że nie...
-to dlaczego tak mówisz
-bo takie mam wrażenie czasami
-kiedy?
-kiedy dzwonie, pisze, kiedy odpowiadasz 'ja też, przecież wiesz'.... nie wiem, bo nie dzwonisz, nie piszesz nie mówisz jeśli nie zacznę.
i jeśli chcesz mnie w swoim łóżku, jeśli chcesz czuć mnie obok to musisz liczyć się z tym, że ja nie będę na to czekać wiecznie, chociaż tak bardzo tego pragnę.
to takie zwykłe codzienne, ale też muszę uprzedzić moich rodziców, i ułożyć sobie grafik, i nie chce tego robić nie uwzględniając tam Ciebie.
a może po prostu nie masz potrzeby żebym była obok, może to wszystko Ci wmawiam, może wcale nie jestem potrzebna.
idę popłakać.
cicho delikatnie jakby zza ściany, wśród pohukiwań wiatru, szepczesz
-zostań....
bardzo chcę zostać, bo bardzo chcę się nauczyć kochać.
nienawidzę posiadać wyobraźni, zwłaszcza wtedy gdy zaczynam prowadzić z nią rozmowy, wtedy zaciera się granica między prawdą, a fikcją, między tym co jest, a tym co mogłoby być. zaczynam być odważna i pewna siebie, wyciągam odpowiednie wnioski, rzucam argumentami i jestem nieśmiertelna. szepty...
-nie?
-nie, bo ta strona, która się stara, w końcu podziękuje tej drugiej za przemiłą współprace, grzecznie zabierze wszystkie swoje zabawki, i wyjdzie z piaskownicy.
-tak bez 'do widzenia'?
-bez 'do widzenia', bez buzi, bez głaskania i tulenia.
-dlaczego?
-bo po co to robić, skoro ma wrażenie, że to właściwie wszystko jedno.
-ale...
-nie ma ale, albo staramy się oboje, tak samo, albo wszystko to jest gówno warte.
-wcale nie.
-wiem, że nie...
-to dlaczego tak mówisz
-bo takie mam wrażenie czasami
-kiedy?
-kiedy dzwonie, pisze, kiedy odpowiadasz 'ja też, przecież wiesz'.... nie wiem, bo nie dzwonisz, nie piszesz nie mówisz jeśli nie zacznę.
i jeśli chcesz mnie w swoim łóżku, jeśli chcesz czuć mnie obok to musisz liczyć się z tym, że ja nie będę na to czekać wiecznie, chociaż tak bardzo tego pragnę.
to takie zwykłe codzienne, ale też muszę uprzedzić moich rodziców, i ułożyć sobie grafik, i nie chce tego robić nie uwzględniając tam Ciebie.
a może po prostu nie masz potrzeby żebym była obok, może to wszystko Ci wmawiam, może wcale nie jestem potrzebna.
idę popłakać.
cicho delikatnie jakby zza ściany, wśród pohukiwań wiatru, szepczesz
-zostań....
bardzo chcę zostać, bo bardzo chcę się nauczyć kochać.
nienawidzę posiadać wyobraźni, zwłaszcza wtedy gdy zaczynam prowadzić z nią rozmowy, wtedy zaciera się granica między prawdą, a fikcją, między tym co jest, a tym co mogłoby być. zaczynam być odważna i pewna siebie, wyciągam odpowiednie wnioski, rzucam argumentami i jestem nieśmiertelna. szepty...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
