środa, 19 maja 2010

All I ever wanted, all I ever needed is here in my arms.

pieprzony kurwa efekt cieplarniany. no ja pierdole. wymyślone to w czasach pieprzonego kryzysu w pieprzonych stanach zjednoczonych przez pieprzonych kapitalistów żeby ratować ich pieprzoną gospodarkę. jaaa.. magia, co? i pada. i jest kurwa środek maja i pada, temperatura wynosi szalone 13 stopni. i siedzę w domu jak kretynka, bo wczoraj tak lało, że dziś ledwo się ruszam. i pytam się, po cholerę komu pieprzona funkcja kwadratowa, wielomiany, środkowe i symetralne, po co komu pieprzona praca roczna z matmy?
nie. nie lubię tego domu, tu jest zimno nawet pod kołdrą, znów zatapiam palce w kocim futrze i udaję, że jest fajnie. topię ciało w hektolitrach wrzącej wody, tylko po to by sprawdzić czy nadal czuję coś poza delikatnym, ciepłym oddechem na policzku.
zastępuję dziś to ciepłe powietrze substytutami. i chociaż mam misia, kota i milion poduszek, wolałabym ławkę w M. ale no, nie można mieć wszystkiego.
śpię z kotem, który raz na godzinę budzi się, przeciąga i dźga nosem w jakąkolwiek część mojego ciała. i mruczy. wszyscy zginiemy, wszyscy zginiemy. jeszcze plus minus 2 lata i wszyscy... tak, zginiemy. chciałabym mieć jedynie pewność, że nie będę wtedy sama, bo to jakoś tak... ano.
i znów się boję, i znów czuję się nikim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz